WroWelo Track

Co to był za weekend, podczas którego odbyły się amatorskie, ale międzynarodowe zawody WroWelo TRACK II!


Zacznę o pań. Było nas 10! To o 100% więcej niż podczas pierwszych zawodów na początku grudnia. Najdalej przyjechała Polina i Eugenia, bo aż z Moskwy! Ekipa Slow Flow z Rosji była tu drugi raz i jechała 16 godzin! Z resztą, Nikita Balunov po raz drugi wygrał sprinty, ale tym razem o błysk szprychy z Jakubem Kozickim. Co to był za keirin!


A co to był za keirin w wykonaniu pań! Anna Rząsowska i Magdalena Kizerwetter-Świda przyjaźnią się poza torem, ale na deskach nie ma sentymentów. To czołówka polskiego kolarstwa masters i walka była zacięta i ostra do samego końca. Ostatecznie, Magda nie dała się jeszcze pokonać. Ania za to pokazała swoją dominację w wyścigach typu endurance wygrywając scratch’a, punktowy i eliminacyjny.

O ile ściganie to jedno, to atmosfera zawodów jest po prostu nieziemska! Zawodniczka z Ukrainy, Paula Ulianiuk, była zachwycona. Relacjonowała mi tak: „Nie wierzę, że tu jestem! W zeszłym roku ogladałam mistrzostwa świata, a teraz tu jestem! Ten tor jest piękny! Ja jeżdżę na torze dopiero od dwóch miesięcy i tu jestem!”. Nie wiem jak opisać jak bardzo wzruszyły mnie jej słowa i jej entuzjazm. Ale bardzo.

Była też ekipa z Czech, którzy z dużym entuzjamem opowiadali jak to fajnie móc tu pojeździć i pościgać się na drewnie.

No i oczywiście tradycyjnie już stoisko Cech Bike’a z ichniejszymi cudeńkami, narzędziami i ciuchami Cinelli. I ciepłą kawą! I wystawa Kwiaciarni Grafiki i ich Cyklografizm. Hasło „ludzie z pasją” to tylko hasło, dopóki się nie pozna, nie porozmawia z ludźmi z pasją. Z ludźmi, którzy tworzą, robią fantastyczne rzeczy właściwie tylko po to, żeby się lepiej czuć, a przy okazji sprawiają ogromną radość wszystkim dookoła. Jak emocje opadną, zejdę na ziemię, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze trochę się tym ponapawam.

A kiedy było po wszystkim, rozpoczął trzeci już Dzień Kobiet na Torze, ale o tym później.

Rozglądajcie się za zdjęciami! Ja też będę coś wrzucać.

Tym czasem, już niebawem w Pruszkowie odbędzie się największa torowa impreza w Polsce. Wyścig światowej elity Grand Prix Polski! Zawodnicy z całego świata bardzo lubią nasz tor, więc chętnie tu przyjeżdżają. Wpadnijcie pokibicować. To będzie 24 – 26 kwietnia. Tu jest wydarzenie na Facebooku

Edyta Jasińska poprowadzi Dzień Kobiet na Torze III

W tym roku Dzień Kobiet na Torze poprowadzi Edyta Jasińska.

fot: http://www.lubanski.eu/

Wielokrotna Mistrzyni Polski, dwukrotna wice-mistrzyni Europy, uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro a obecnie pilotka tandemu i trenerka elity kobiet ze średniego dystansu.

Fot: https://bydgoszcz.wyborcza.pl/


Specjalizacja Edyty to właśnie średni dystans. Przebojem wdarła się do czołówki polskich torówek po tym, jak uprawiając kolarstwo torowe od raptem kilku miesięcy zdobyła mistrzostwo Polski na 3 km indywidualnie. Aby uwiarygodnić swoją nową zawodniczkę, ówczesny trener Marian Szirocki dorobił historię, że Edzia jest byłą wioślarką. Jak sama twierdzi, z wiosłami miała tyle wspólnego, co „przewiosłowała” kilka razy na siłowni.


Kiedy pierwszy raz przyjechała do Pruszkowa, w 2008 roku, wspomina, że popłakała się z emocji, jakie jej towarzyszyły. „Ta kopuła, ten grzebień na dachu. To było ogromne! My zawsze jeżdżący na betonie a tu drewno! Świeżutkie… Wtedy nie było jeszcze trybun, nie było śródtorza ale drewno leżało, więc kadra mogła trenować”.

Za jej kadencji drużyna kobiet osiągała najlepsze wyniki w historii.

Z Katarzyną Pawłowską i Małgorzatą Wojtyrą w 2013 roku zdobyły srebrny medal Mistrzostw Europy. W tym samym roku, a rok później jeszcze z Eugenią Bujak czwarte miejsce na Mistrzostwach Świata. Najwyższe jak dotąd.

Fot: https://sport.tvp.pl/

Jednak zapytana o największy sukces wymienia pojechanie na Igrzyska do Rio, chociaż samego występu nie wspomina dobrze. To były mroczne czasy dla torowego kolarstwa kobiet. Zamiast wsparcia było wiele kłód rzucanych pod nogi, ale może właśnie przez te przeszkody tak dobrze to wspomina. „Walczyliśmy wtedy wszystkie razem z trenerem, Grzegorzem Ratajczykiem. Mieliśmy cel i to bardzo nas scaliło w prawdziwą drużynę. Nikt nie dawał nam szans, a my pojechałyśmy i nawet dostałyśmy się do pierwszej rundy.” Niestety, potem drużyna Polek została zdyskwalifikowana.

Edzia podreśla rolę trenera Grzegorza Ratajczyka. Trzymającego się z dala od fleszy kamer, ale blisko zawodniczek. To on zrobił z nich najwyższej klasy sportowców. Gdyby nie trener Ratajczyk, Edyta twierdzi, że nie byłoby jej, ani całej drużyny.

„Trener regularnie zapominał zatankować. Zdarzało nam się, że kadra torowców musiała wyskakiwać z busa i pchać go przez 5 kilometrów do najbliższej stacji. I wszyscy pchali, ja, Ola Drejgier, Kasia Pawłowska. Wyobrażasz to sobie??” mówi i śmieje się tak, jak tylko ona potrafi. Czyli głośno.

Najtrudniejszym dla niej momentem był ten, gdy półtora miesiąca przed Igrzyskami, będąc w topowej formie, złamała rękę. To był dla niej ogromny cios, bo nie dość, że problemy piętrzyły się naokoło, to jeszcze kontuzja. Edyta twierdzi, że psychicznie nie zdążyła na czas wrócić do formy sprzed wypadku.

Niedawno Ola Tecław (Trenerka pierwszego Dnia Kobiet) namówiła ją na tandemy. W lutym wróciła z brązowym medalem Mistrzostw Świata wraz ze swoją niedowidzącą partnerką, Angeliką Biedrzycką.

Fot: www.zimbio.com

Teraz asystuje trenerowi Ratajczykowi, który objął swoją opieką elitę kobiet średniego dystansu. „Myślałam, że nie dam rady patrzeć jak drużyna jeździ. Nie osiągnęłąm w sporcie wszystkiego, mam niedosyt. Ale okazało się, że odnalazłam się w nowej roli. Jazda na tandemie to jest ogromny wysiłek. Nie spodziewałam się, że aż tak duży. To pozwala mi trenować i pozostać w sporcie. Bycie asystentem trenera też daje mi dużo satysfakcji. To są teraz i moje podopieczne. Moja kariera? Cóż, ona się właśnie rozwija. Bardzo się cieszę z tego gdzie jestem i walczymy dalej”.

Po tych słowach Edyta musiała już kończyć, bo właśnie szła do fabryki Rometa, który obecnie ją wspiera.

Fot: https://expressbydgoski.pl/

Sprinterki, ale olimpijskie

Były sprinterki indywidualne, więc teraz pora na sprinterki olimpijskie.
Sprint olimpijski, pieszczotliwie nazywany olimpikiem, jest bardziej znany pod nazwą sprintu drużynowego. Wciąż to jedno i to samo.

Jest dość niewdzięczną konkurencją, no bo tak: Nie ma się w nim sukcesów indywidualnych. Jak się wygrywa, to wygrywa kraj, nazwiska zawodniczek pojawiają się w mediach, ale nie w rankingach. Trening jest typowo sprinterski, więc właściwie wyklucza z wszelkich innych konkurencji. Sprinterki nie jeżdżą na szosie poza sezonem torowym. Dla kibiców nie jest aż tak widowiskowy jak pojedynki, do tego trwa bardzo krótko i łatwo przegapić nie tylko niuanse, ale i cały wyścig.
W tym wszystkim, z jakiegoś dziwnego powodu jest konkurencją bardzo popularną, czasy są wyśrubowane, sprzęt z resztą też. I w tym wszystkim, nasze dwie, od niedawna liczące się na scenie międzynarodowej Ula i Marlena.

O Marlenie nie mówi się tak dużo jak o Uli. Wszyscy ją znaję, bo mamy tylko jedną drużynę, ale ona robi duże postępy i wprawny kibic powinien lepiej się przyjrzeć jakie czasy osiąga na otwarciu – czyli pierwszym okrążeniu. (Dodam tylko,że jest to niezwykle ważna wartość dla każdego sprintera). Na zeszłorocznych mistrzostwach świata w Pruszkowie otwarcie to wynosiło 19.565 i raczej zamykało tyły. W Brisbane z kolei, raptem 9 miesięcy później wyniosło już 19.203 i było jednym z lepszych. Najlepsze otwarcie z zeszłego sezonu natomiast miały Rosjanki i było to w Pruszkowie i wyniosło 18 sekund z kawałkiem. Chyba, że coś przegapiłam, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że dziesiąte sekundy do przepaść jeśli chodzi o progres i Marlena to zrobiła!
Marlena również prawie zawsze startuje w sprintach, tylko, że rzadko udaje jej się zakwalifikować do pierwszej rundy. Ale w Cambridge, podczas IV edycji ostatniego Pucharu Świata jej się udało.

Fot: sport.dziennik.pl/

No, to teraz można przyjrzeć się innym drużynom.

W rankingu UCI przodują Rosjanki. Następne są Chinki i Niemki. Ich czasy otwarcia zwykle są poniżej 19 sekund. (Ale nie zawsze)

Rosjanki: jeżdzą czasy typu: 32,591; 32,524; 33,154; 33,039; 33.039; 33.417 (począwszy od MŚ 2019)

Fot: Facebook, Daria Shmeleva

Niemki: 32.789; 32.687; 33.180;

Fot: Facebook, Pauline Grabosch

Chinki: 33.969; 33.504; 33.440; 33.063; 33.629

Fot: cyclingnews.com

Czasy Polek to 33.795; 33.691; 33.795; 33.470; 33.078; 33.172; 33.743

I może jak wszędzie widać 33 z przodu to wydaje się, że mało brakuje, ale tak naprawdę to jest to różnica kilku miejsc. Ale, w Cambridge naszym udało się pokonać i Rosjanki i Chinki. A więc potrafią!

Fot: https://sport.tvp.pl/

Co z tego wynika? Właściwie to nie wiem. Niuansów kolarstwa torowego jest tak wiele, że czasami trudno się w tym wszystkim połapać. Ale Polkom udało się osiągnąć znakomity czas 33.078 a to już bardzo blisko (i tak samo daleko) aby złamać magiczną barierę 32 z przodu.

W dodatku gdybanie, kto jeździ podobnie, jest chyba pozbawione sensu, bo ułamki sekundy świadczą o pierwszych nie 3 ale często 10 miejscach. Z rundy na rundę wyniki mogą być bardzo różne przy tej skali tak więc kibicujemy dziewczynom ile tchu i trzymamy kciuki za magiczne 32 z przodu!

Tu znajdziecie aktualny ranking UCI sprintów drużynowych pań https://www.uci.org/track/rankings

Sprinterki Świata

Kilka słów o kolarkach torowych, które będziemy mogli zoabaczyć na starcie tegorocznych Mistrzostw Świata.

Lista jest absolutnie subiektywna i może zupełnie nie zgadzać się ze zdaniem ekspertów. No trudno.

Na liście są tylko te zawodniczki, które w Berlinie wystartują w sprincie indywidualnym.
Z tego względu też nie znajdziecie na niej Polki, Urszuli Łoś.

Emma Hinze, Niemcy

Młoda, trochę w cieniu Kristiny Vogel, jeździła sprint drużynowy z Miriam Welte.
Jako juniorka w 2015 roku zdobyła w sprincie mistrzostwo Niemiec, Europy i Świata.

Fot: Facebook, @blacklinesprinting

Kelsey Mitchell – Kanada

Kelsey zaczęła jeździć na torze raptem 3 lata temu. Przed tem grała w piłkę nożną.
W internecie opowiada o tym, jak na początku przerażały ją strome wiraże ale to już przeszłość. Kelsey w ostatniej edycji Pucharu Świata w Milton zdobyła srebrny medal w sprincie.
Uwaga, nie mylić z koszykarką o tym samym imieniu.

MILTON, Ontario – Jan 25, 2020 : competes in the 2020 Tissot UCI Track World Cup. Christian Bender/Canadian Olympic Committee

Fot: olimpic.ca

Katy Marchant – Wielka Brytania

Brązowa medalistka ostatnich Igrzysk Olimpijskich, ale poza tym, bez większych sukcesów na światowych zawodach. Co potwierdza plotki o brytyjskim kolarstwie, że oni jakby budzą się na Igrzyska. Na torze od 2013 roku, więc bardzo doświadczona zawodniczka.

GKT735 File photo dated 16-08-2016 of Great Britain’s Katy Marchant poses with her medal after winning bronze in the women’s sprint.

Fot: pelotonwatch.com

Stephanie Morton – Australia

Stephanie przejęła schedę po Annie Meares. Większość jej sukcesów pochodzi lokalnych zawodów, ale ma jeden srebny medal z Mistrzostw Świata z 2017 roku.

Fot: https://www.sunshinecoastdaily.com.au/

Mathilde Gros – Francja

Wielka nadzieja francuskiego sprintu. Mimo młodego wieku (urodziła się w 1999 roku), Matylda ma na swoim koncie liczne medale z międzynarodowych imprez w tym brąz z Pruszkowa.

Fot: Zimbio.com

Tianshi Zhong – Chiny

Mistrzyni olijmpijska z Rio w sprincie olimpijskim, Mistrzyni Świata z 2016 indywidualnie, poza tym liczne medale światowe i w Azji. Będę bardzo ciekawa co pokaże w Berlinie. Na pewno warto ją bacznie obserwować

Fot: Zimbio.com

Simona Krupeckaite – Litwa

Simona na światowych mistrzostwach pojawiła się w 2003 roku. Była na 4 Igrzyskach Olimpijskich. Mimo wielu medali, i kilku drugich miejsc, nigdy nie zdobyła złota w sprincie – podczas mistrzostw świata oczywiście. Zawsze jej kibicuję, chyba, że jedzie przeciwko Polkom.

Fot: belta.by

Liubov Basova – Ukraina

Mistrzyni Europy z 2011 roku, do tego liczne medale z drużyny i keirinu zarówno na świecie jak i w Europie. Często ją można spotkać w Pruszkowie na wszelkich międzynarodowych imprezach.

Fot: commons.wikimedia.org

Anastasiia Voinova – Rosja

Kolejna pretendentka do walki o medal. W 2014 Anastasiia zgarnęła wszystkie 3 złote medale w sprincie podczas mistrzostw Europy, należała wówczas do U23. Dwukrotna mistrzyni świata na 500 m.

Fot: Facebook, @RusveloTeam

Wai Sze Lee – Hong Kong

Obecnie nie ma sobie równych. Chyba jedyna zawodniczka, która zbliżyła się do wyników Kristiny Vogel. Niestety, kiedy Wai Sze doszła do tego etapu, Kristina była już po wypadku. Wai Sze po wygraniu sprintów w Pruszkowie pozdrowiła z desek toru Kristinę, która wówczas komentowała zawody dla niemieckiej telewizji. W 2019 wygrała wszystkie pojedynki, w których brała udział.

Fot: https://www.scmp.com/

Wyścig drużynowy na dochodzenie kobiet

Sądząc jedynie po tegorocznym (i trochę zeszłorocznym) Pucharze Świata, nasze torówki na medal szanse mają, no cóż, niewielkie. Najlepszy czas Polek to 4:24.613, który uzyskały w pierwszej rundzie w Brisbane, Nowej Zelandii. Poza tym to 4:27.095, 4:30,254, 4:24.613, 4:26.068. Najbardziej zbliżone wyniki mają Koreanki i Irlandki.

Aby stanąć na podium dystans 4 km należy pokonać poniżej czterech minut i osiemnastu sekund – przynajmniej tak wynika z Pucharów. Natomiast pierwsze miejsce to już walka o czas w okolicach 4:10 z kawałkiem.

Najlepszy czas z PŚ uzyskały Nowozelandki jadąc na 4:10.705 w Cambridge.

Jak widać, nie lada wyzwanie przed Kasią, Darią, Wiktorią i Łucją. Trzymamy kciuki i wszystko poniżej 4:24.361 – czyli tyle, ile wynosi rekord Polski – bierzemy w ciemno!

Torowe Mistrzostwa Świata 2020!!!

Torowe Mistrzostwa Świata 2020 już prawie się zaczęły. No dobrze, może właściwie to w ogóle się nie zaczęły i nie zaczną przez najbliższe 5 dni ale cały torowy świat żyje już tylko tym wydarzeniem.
Najważniejsze jest to, że to nie są jakieś tam kolejne mistrzostwa świata. To są Mistrzostwa Świata przed Igrzyskami Olimpijskimi, co czyni je ostatnim etapem zdobycia na owe Igrzyska kwalifikacji.

Z Polski do Berlina jadą:
Marlena Karwacka i Urszula Łoś. Dziewczyny powalczą w sprincie drużynowym i tu bardzo dużo się waży gdyż walczą o kwalifikację, a za główne przeciwniczki mają Nową Zelandię. Ula pojedzie jeszcze w keirinie i czasówce, Marlena będzie w rezerwie.

Ogromnie cieszy powrót Katarzyny Pawłowskiej, która wraz z Mistrzynią Polski z szosy Łucją Pietrzak, Darią i Wiktorią Pikulik pojadą wyścig drużynowy. Zawodniczką rezerwową będzie Nikol Płosaj.
Daria ponadto wystartuje w omnium, Łucja w scratchu, a Nikol w wyścigu punktowym. Liderki światowego rankingu, siostry Pikulik, pojadą madisona. Reprezentację pań zamknie nowa nadzieja polskiego sprintu, Nikola Sibiak, która będzie zawodniczką rezerwową w sprincie drużynowym.

Wśród panów też będzie komu kibicować. Wiadomo, że sprinterzy po ostatnich występach muszą liczyć się z wielkimi nadziejami polskich kibiców. W końcu top 3 w rankingu zobowiązuje.
Podstawowy skład drużyny sprinterów stanowią: Maciej Bielecki, Mateusz Rudyk i Rafał Sarnecki. Krzysztof Maksel będzie w rezerwie, za to po raz kolejny powalczy o medal na kilometr. Tym samym w keirinie wystartuje Rafał a Mateusz, który zajmuje trzecie miejsce w światowym rankingu, powalczy w sprincie (bo jakżeby inaczej). Patryk Rajkowski będzie gotów, gdyby tfu tfu coś, go zastąpić.

W średnim dystansie Polska nie wystawi drużyny panów, to było wiadomo już dawno, ale za to będziemy mogli kibicować Filipowi Prokopyszynowi (czy wiecie, że mój telefon ma „Prokopyszyn” w swoim słowniku? Serio!), który tym razem – o czym jestem przekonana – zachwyci nas w scratchu. Zawodnikiem rezerwowym do scratcha będzie były mistrz świata Adrian Tekliński (no bo kto inny?). Wojciech Pszczolarski wystąpi w moim ulubionym wyścigu punktowym, gdyby coś tfu tfu, do Damian Sławek go zastąpi. Ponadto dobrze znany duet Pszczoła i Wężu, czyli Wojtek i Daniel Staniszewski pojadą madisona. Daniel ponadto wystartuje w omnium, co mnie ogromnie cieszy, bo Daniel to fajter a omnium lekkie nie jest. Reprezentację mężczyzn zamyka Wojciech Ziółkowski, który – co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę, że jest posiadaczem dwóch z rzędu rekordów Polski w jeździ godzinnej – wystaruje wyścigu indywidualnym na 4 km.

Pełna lista pań https://www.trackcycling-berlin.com/media/entry-list—women.pdf
i panów https://www.trackcycling-berlin.com/media/entry-list—men.pdf

Pierwsze starty białoczerwonych odbędą się już w środę. Jeszcze przed transmisją pojadą drużyny, więc nie zobaczymy jak się kwalifikują Polki, ale za to od 18:25 będzie można już zarówno w Eurosporcie jak i na TVP Sport śledzić sprinty olimpijskie (czyli drużynowe) i Łucję w scratchu czyli scratchu.

W czwartek poza wizją będą kwalifikacje keirinu i sprintu natomiast od 18:30 drużyna kobiet, następnie Rafał w keirinie i Filip w scratchu.
Będzie jeszcze wyścig drużynowy panów, ale jak już pisałam, bez naszych.
Wszystko live, na żywo. (To taki żart, kiedyś Polsat transmitował „Disco Polo Live” na żywo. Nie pytajcie skąd to wiem).

W piątek transmisja będzie już tylko w Eurosporcie, i to w drugim, ale nic nie szkodzi, bo zacznie się wyścigiem punktowym w wykonaniu Wojtka, po któym będzie omnium pań w wykonaniu Darii. Podczas sesji porannej, czyli poza transmisją będzie jeszcze kwalifikacja do 1 km, więc trzymamy kciuki aby wieczorem zobaczyć też Krzyśka. Tego dnia zobaczymy również sprinterki. W prawdzie żadna z Polek nie powalczy i choć obstawiam, że wszystko zgarnie Wai Sze Lee, znana za granicą jako Sarah Lee, to i tak będzie ciekawie zobaczyć czy Anastasiia Voinova pokona Olenę Starikovą, a może jakaś Brytyjka, które zawsze potrafią się obudzić na najważniejszych imprezach?

O pozostałych dniach napiszę innym razem, bo nie ma co zanudzać Was tabelkami. Wszystko możecie znaleźć tu https://www.trackcycling-berlin.com/media/competitionschedule_ber_as_of_29.11.19.pdf

i tu https://www.teleman.pl/sport/kolarstwo (ten, to jest bardzo ważny link).

Rankingi są tu https://www.uci.org/track/rankings. Postaram się dorzucić jeszcze swój komentarz do niektórych nazwisk.

Tymczasem gromadźcie zapasy bo jak się zacznie, to już nie będzie można od ekranu się oderwać!

WroWelo Track II

The second edition of WroWelo Track (pronounced VroVelo) was bound to happen. It was just a matter of time.

Nobody, absolutely nobody was going to let the first edition be a one time event.

But maybe I can start from the beginning and let you know what it is that I’m talking about.

Pruszków, a small town on the suburbs of Warsaw, Poland’s capital city, has become famous in the recent years for its one of the world’s fastest velodromes. The home of 2009 and 2019 World Track Championships. Until not long ago reserved for the pros, it recently opened its track to amateur racing. And what an event it was!

The programme had most of the regular competitions but the rules were adjusted a bit to accomodate amateur cyclists. And this way, based on best 200 m. flying lap times, the peloton was split into the first half (Group A) and the second (Group B). This allowed riders to compete against cyclists with similar skills and form.

Women raced in a separate category.

And now, participants of the first edition said: „We want more”, and the organizers said „Ok, come by on March 7 and 8th”.

What more can I say. This is a great opportunity for amateur cyclists to race on an excellent track, spend a great weekend and have plenty of fun.

During the 2 days, there will be racing in:

200m flying lap
Keirin
Sprint
Scratch
Elimination race
500/1km Time Trial

Sign up here: https://forms.gle/1N2Joej7eyFGrtbx6

You can also check out the Facebook event https://www.facebook.com/events/585215865360897/

If you have any questions you can write to wroclawski.welodrom@gmail.com

Historia kolarstwa torowego

Kolarstwo torowe zaczęło rozwijać się przy okazji zwiększającej się popularności jednośladów. Pierwsze wyścigi na torze odbywały się na bicyklach, czyli rowerach z ogromnym przednim kołem. Największymi ośrodkami kolarstwa torowego w tamtych czasach były brytyjskie miasta: Birmingham, Sheffield, Liverpool, Manchester i Londyn.

Nie były to jednak tory na jakich w obecnych czasach możemy podziwiać kolarzy. Nawierzchnia była najczęściej ziemna, szutrowa lub z elementami drewnianymi, a obiekty nie były zadaszone. Dopiero po wielu latach zaczęto stosować beton, a następnie drewniane parkiety.

Historia kolarstwa torowego na Igrzyskach Olimpijskich

Kolarstwo torowe jest jedną z najstarszych dyscyplin rozgrywanych podczas nowożytnych Igrzysk. Występowało bowiem na niemal wszystkich Igrzyskach z wyjątkiem roku 1912. Oczywiście było to kolarstwo w wydaniu męskim. Kobiety musiały czekać bardzo długo na swój debiut na welodromie. Dopiero w Seulu w roku 1988 włączone kolarstwo torowe kobiet do programu Igrzysk. Aż do 2000 roku zawody rozgrywane były na zewnątrz. Podczas zawodów w Sydney przeniosły się do hali i pozostały tam do dnia dzisiejszego.

Długość toru kolarskiego

Na początku ścigano się w zasadzie wszędzie gdzie dało się wytyczyć w miarę równy owal z lekko pochylonymi łukami. Długość torów nie była w żaden sposób kontrolowana. Długości wynosiły więc od 130 do nawet 500m. Z początkiem lat sześćdziesiątych XX wieku wprowadzono pewną standaryzację. Długość torów, na których rozgrywane były zawody międzynarodowe musiała wynosić 333,33m. Od 1999 roku ten standard wynosi około 250m długości.

Główne ośrodki kolarstwa torowego na świecie

Kolarstwo torowe cieszy się dużą popularnością w krajach Beneluksu, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Japonii, Australii i Stanach Zjednoczonych gdzie w pierwszej połowie XX wieku wyścigi torowe gościły na słynnej hali Madison Square Garden w Nowym Jorku. Stąd też wzięła nazwę jedna z konkurencji – madison. W Japonii natomiast dużą estymą cieszy się Keirin, czyli wyścigi za derną –  motocyklem, który prowadzi kolarzy przez pierwszą część wyścigu, a następnie zjeżdża z toru na 2 lub 3 okrążenia przed metą. Przed wyścigiem przyjmowane są zakłady, a cały biznes wart jest nawet pięć miliardów dolarów. Jest to również dyscyplina olimpijska, której największą gwiazdą był niewątpliwie Brytyjczyk Chirs Hoy – zdobywca dwóch złotych medali w 2008 i 2012 roku.

Historia kolarstwa torowego w Polsce

Początki kolarstwa torowego w naszym kraju sięgają drugiej połowy XIX wieku. Pierwszy tor kolarski powstał w samym centrum Warszawy, na Powiślu i szybko stał się jednym z najbardziej popularnych miejsc w stolicy. W 1892 roku założono Warszawskie Towarzystwo Cyklistów. Po pierwszej wojnie światowej tor należało odbudować. Korzystając z możliwości został on gruntownie zmodernizowany, a kolarze od tego czasu ścigali się już nie po ubitej ziemi, a po szybkim betonie. Po zakończeniu wojny, w Krakowie powołano do życia Komitet Udziału Polski w Igrzyskach Olimpijskich, który 5 lat później przemianowano na dobrze dziś znany Polski Komitet Olimpijski. Na pierwsze efekty w postaci medali olimpijskich nie musieliśmy długo czekać. Już w 1924 roku polscy kolarze torowi sensacyjnie sięgnęli po srebro, pokonując w półfinale gospodarzy – Francuzów, a w finale ulegając jedynie Włochom. Ten medal niestety nie przełożył się na rozwój profesjonalnego kolarstwa torowego nad Wisłą. Związek niestety nie przedłużył umowy na dzierżawę terenów, na których stał tor na Dynasach. Tor zburzono, a na atrakcyjnych działkach postawiono osiedle. Wybuch drugiej wojny światowej i lata powojenne to nie był dobry okres dla rozwoju kolarstwa torowego. Władze postawiły na rozwój wyścigów szosowych, a najważniejszym polskim wyścigiem stał się Wyścig Pokoju. W latach 70 próbowano odbudować pozycję kolarstwa torowego w Warszawie. Postawiono nowoczesny betonowy tor na Pradze.

Sukcesy polskich kolarzy torowych

Mimo trudnych warunków treningowych i braku infrastruktury z prawdziwego zdarzenia wciąż liczyliśmy się na arenie międzynarodowej. W 1966 roku Wacław Lachota zdobył srebrny medal Mistrzostw Świata, a dwa lata później brąz na Igrzyskach wywalczył Janusz Kierzkowski. W 1973 roku został też pierwszym Polakiem, który założył tęczową koszulkę Mistrza Świata. Mieliśmy w tamtych latach również świetny tandem w składzie Andrzej Bek i Benedykt Kocot, którzy w 1972 roku zdobyli srebro na Igrzyskach w Monachium, a dwa lata później dołożyli jeszcze brąz Mistrzostw Świata. W 1976 wspomniany Benedykt Kocot wraz z Januszem Kotlińskim sięgnęli po upragnione złoto oraz tęczowe koszulki.

Nowoczesny tor kolarski w Pruszkowie

W roku 2009 doczekaliśmy się nowoczesnego toru kolarskiego w Pruszkowie niedaleko Warszawy. Tor nosi nazwę Arena Pruszków, a na co dzień trenuje na nim Kadra Narodowa torowców. Tutaj także swoją siedzibę ma Polski Związek Kolarski. Obiekt jest również otwarty dla amatorów kolarstwa, którzy chcą spróbować swoich sił na torze. Nie trzeba mieć nawet własnego roweru. Można go wypożyczyć na miejscu.

Od czasu powstania toru doczekaliśmy się wielu sukcesów sportowych oraz kilku rekordów świata m. in Australijczycy w wyścigu na dochodzenie, czy amator Piotr Klin, który w ciągu godziny przejechał 49,649km . Od powstania toru przywieźliśmy z Mistrzostwa Świata 9 medali. Najwięcej, bo aż 4 padły łupem Katarzyny Pawłowskiej. Tak to wyglądało w ostatnim dziesięcioleciu:

2019 – Mateusz Rudyk

2018 – Szymon Sajnok

2017 – Adrian Telkiński i Wojciech Pszczolarski

2016 – Katarzyna Pawłowska i Małgorzata Wojtyra

2014 – Katarzyna Pawłowska

2013 – Katarzyna Pawłowska

2012 – Katarzyna Pawłowska

Artykuł powstal przy współpracy z internetowym sklepem rowerowym rowertour.com

Fotografie w tekscie: warszawa.pl i warszawa1939.pl

Mistrzostwa Świata Masters 2019 – Dzień 1

Pierwszy dzień torowych mistrzostwa świata mastersów już za nami. Wystartowało 6 Polaków, i jedna (niniejszym) nie wystartowała gdyż na start się spóźniła.

Nie ma tego złego, zamiast 2 kilometrów pojedzie wyścig punktowy.

Co by nie było, zawody toczyły się dalej i dla polskiej reprezentacji były bardzo udane, gdyż na tych 6 startujących, Polacy skończyli pierwszy dzień z trzema medalami i pobitym rekordem świata!

Ale sport to nie tylko cyfry i wyniki, to przede wszystkim ludzie i emocje. W dzisiejszym, cyfrowym świecie, zabieganym i pełnym obowiązków, rzadko jest okazja, żeby zwyczajnie pobyć ze sobą, najeść się prawdziwego stresu, takiego do motyli w brzuchu, przeżyć ogromny fizyczny wysiłek albo przeżywać start bliskiej osoby. Rzadko ostatnio zwyczajnie nudzimy się razem. To wszystko jest tak prawdziwe, że wybuchy radości i łzy smutku (albo wzruszenia), tak rzadko przecież spotykane na codzień, są tu na porządku dziennym.

Rafał Radziej przygotowuje się do startu

Na torze możemy siedzieć cały dzień, Rafał Radziej wyliczył „dzisiaj jesteśmy tu już czternastą godzinę, ale co? W hotelu mam siedzieć?”. I ja się z nim w pełni zgadzam, no bo czy Manchester rzeczywiście może być ciekawszy niż start przyjaciół?

Dorota Rajska i Adrian Świderski, dzisiaj nie pocieszeni

Bywały też trudne chwile, na przykład kiedy w drodze na tor otrzymałam telefon, że startuję za 20 minut. Nie miałam szans dotrzeć na czas. W tramwaju wyciągnęłam strój, i najspokojniej jak mogłam przypięłam numery, założyłam pulsometr. Zadzwoniłam do Krzysia Wolskiego, czy mógłby mi dopompować koła – mógł.
Przejęłam się, że dopiero co zjadłam i jeśli teraz pojadę, to zwymiotuję. Z przystanku biegłam, przebrałam się w 30 sekund i kiedy wbiegłam na płytę, moje nazwisko właśnie widniało na telebimie, że przegrałam walkowever.
Pytałam sędziów czy nie dałoby się jeszcze czegoś zrobić, wszak moja konkurencja nadal trwała. Niestety, tu wszystko jest dopięte na ostatni guzik, nie mogą sobie pozwolić na przesuwanie, bo im się cały plan rozwali. Rozumiem to, ale i tak nie mogłam sie powstrzymać od lez. A potem popłakały się ze mną koleżanki i jakoś tak już mi było raźniej. Trzeba się wspierać na wzajem, co nie?

Adrian Świderski, który jako pierwszy wystartował w biegu na kilometr również dostarczył nam wiele emocji osiągając najlepszy czas i utrzymując to pierwsze miejsce przez kolejne biegi. Niestety, nie udało się i ostatecznie Adrian zajął 7 miejsce. Ciężko takie rzeczy znieść, bo w ubiegłym roku Adi wrócił z medalem i wiem jak ciężko pracował, wszyscy wiemy.

Adrian Świderski i Grzegorz Krejner chwila po starcie.

Kamil Kuczyński, ładnie kiedyś powiedział „Czasami dajesz z siebie wszystko i wygrywasz, a czasami dajesz z siebie wszystko i nie wygrywasz. Takie jest kolarstwo”.
Ano, takie jest. Z kolei Rafał Radziej był niezwykle zaskoczony swoim trzecim miejscem, a okrzyki radości dochodzące w polskiego boksu zwróciły uwagę kilku sąsiadujących z nami nacji.

Reakcja Rafała Radzieja na wieść, że ma medal. 🙂

Po biegach obu panów, trochę wrażeń jeszcze dostarczył nam Marek Skórski, który najpierw zakwalifikował się na drugiej pozycji do sprintów, a potem wygrał trzy kolejne pojedynki. Dzisiaj finały.

Marek Skórski walczy w sprintach.

Dzień zakończył się grubo po 23:00. Ania Rząsowska i Ewa Bańkowska, obie zakwalifikowały się do finału wyścigu indywidualnego na 2 kilometry. Ewa, bijąc w eliminacjach rekord świata, walczyła o złoty medal. Ania nie była w tak komfortowej sytuacji, ponieważ walczyła o brąz, w dodatku z zawodniczką, która w eliminacjach pojechała o 2 sekundy szybciej. 2 sekundy, to jest jakieś… 10 metrów? W skrócie – przepaść. Jaką trzeba mieć mocną głowę, żeby stanąć na starcie z taką zawodniczką i się nie poddać? Rywalka przez pierwszy kilometr prowadziła, ale potem Ania wyszła na prowadzenie i ostatecznie to ona wygrała z przewagą prawie dwóch sekund! Radość jaka zapanowała jest nie do opisania, bo kto zna Anię, wie ile pracy i jaką drogę przeszła od zeszłego roku, kiedy właściwie zaczynała swoją przygodę z kolarstwem torowym.

Ania Rząsowska, bieg eliminacyjny.


Po Ani pojechała Ewa. Cóż, Ewa weszła przebojem do kolarstwa zgarniając kolejne koszulki mistrzyni świata na szosie, więc może tylko ona nie miała pewności, że wygra. Ja natomiast nie miałam wątpliwości.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że wyścigi odbyły się ze sporym opóźnieniem. Kilka konkurencji zostało przesuniętych, zamiast dekoracji był scratch. Ciężko w takich okolicznościach odpowiednio się przygotować z rozgrzewką. Dziewczyny ostatnią (chyba) godzinę spędziły kręcąc na trenażerach. Nie wiem kiedy ostatni raz coś jadły.

Ania Rząsowska i Ewa Bańkowska, od dobrej godziny na trenażerach.

Co by się nie działo, teraz już było po wszystkim, zwłaszcza, że Ewa pobiła swój własny rekord świata, który osiągnęła w kwalifikacjach, co oczywiście zagwarantowało jej zaproszenie do kontroli antydopingowej, z której wyszła po północy.

Emocji podczas dekoracji było wiele, bo nie codzinnie się zdarzają dwie polskie flagi i Mazurek Dąbrowskiego na jakichkolwiek międzynarodowych zawodach.

Dwie polskie flagi podczas dekoracji wyścigu pań na 2 km.

Tego dnia startowała jeszcze Małogorzata Howis, która 2 kilometry jechała po raz pierwszy.

Wyniki z pierwszego dnia:

Ewa Bańkowska, 2 km; 2:25.363; śr.: 49,531 km/h;
Anna Rząsowska, 2 km; 2:31.735; śr.: 47.451 km;h;
http://www.cyclingmasters.com/site/results/156-f35-39-pursuit-final-result-2019

Film ze startu dziewczyn: https://youtu.be/GzbOc143x5M?t=12561

Małgorzata Howis, 2 km; 3:06.628 http://www.cyclingmasters.com/site/results/141-f45-49-pursuit-qualifying-result-2019

Rafał Radziej, 1 km; 1:05.738;
Adrian Świderski, 1 km; 1:06.363
http://www.cyclingmasters.com/site/results/146-m35-39-time-trial-final-result-2019

Marek Skórski, 200 m. 11.015 http://www.cyclingmasters.com/site/results/135-m50-54-sprint-qualifying-round-result-2019

Rafał Radziej, chwilę po biegu.
Ania Rząsowska
Trzeba sobie pomagać, Adam Ważny i Rafał Radziej
Adrian Świderski, 1 km
Adrian Świderski
Adrian po biegu, wciąż na pozycji lidera
Dorota Rajska, jedyne wejście na tor podczas rozgrzewki
Głowa niżej! Powiedziałby Trener, Kamil Kuczyński
Patricia Baker, Mistrzyni Świata na 2 km w kategorii kobiety 75+
Ewa Bańkowska w oczekiwaniu na pierwszy start
Trenerzy Ewy, Wiesław Raczyński i Jan Zugaj
Ewa
Trener Grzegorz Krejer
Ania Rząsowska w oczekiwaniu na start z trenerami Grzegorzem Krejnerem i Leszkiem Sobieszkiem
Ania
Ania rozpoczyna, Ewa Kończy
Rafał Radziej chwilę po biegu z nieocenioną pomocą Moniki
Ewa Bańkowska i Jan Zugaj w oczekiwaniu.
Michał Ładosz, na rolce, w jeasnach, bez trzymanki.
Rafał Radziej czeka na dekorację
Medal należy się też najbliższym, Rafał i Monika
Brązowy medal Rafała
Fajny rower w polskim boksie
Ania Rząsowska, czeka na bieg o brąz
Ania, start finałowy
Ania
Ewa, bieg finałowy
Drugi rekord świata tego dnia. Ewa pobiła swój własny
Trener Wiesław Raczyński w akcji
Ewa chwilę po biegu
Ania i Ewa już po biegach
Dekoracja pań
Ewa Bańkowska, Jenninfer George, Anna Rząsowska i Mazurek Dąbrowskiego w tle…

W zasadzie to ile ja jechałam?

Jazda na torze, jest świetna taka jaka jest w swej prostocie. Jedziesz tak szybko jak możesz, tak długo jak możesz i to w sumie wystarcza.

Ale fajnie rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Dzisiaj trochę torowej matematyki aby zrozumieć jak się mają prędkości do kadencji i przełożeń. A nie, moment. W torówkach nie ma przełożeń.

W torówce jest obrót.

Co to jest obrót?

Obrót, to stosunek liczby zębów na zębatce (z przodu) do liczby zębów na koronce (z tyłu).

Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację:

Zębatka: 10 zębów
Koronka: 10 zębów
Obwód koła: 1 metr

Jeśli obrócę korbą 1 raz, to koronka, a co za tym idzie – tyle koło – również obróci się 1 raz. Jeśli obwód koła wynosi 1, jednym obrotem korby pokonam odległość 1 metra.

Jako, że tor ma 250 metrów, muszę pedałować 250 razy, żeby pokonać jedno okrążenie. (1 obrót na jedną nogę!).

Co więcej, jeśli jadę z kadencją 25 obrotów na minutę (rpm), przejechanie rundy zajmie mi 10 minut.

Proste, prawda?

No to teraz bardziej prawdziwy przykład:

Obecnie jeżdżę na zębatce 51 i koronce 14 a mój obwód koła to 2110 mm, czyli 2,11 m.

Zatem:

Czyli na rażdy obrót korby, tylne koło obróci się 3,64 razy.

Skoro obwód koła wynosi 2,11m. mamy:

Zatem, za każdym razem jak obrócę pedałami, pokonuję 7,68 m.

Skoro tor ma 250 m. aby go pokonać, liczymy:

Zaokrąglając wychodzi, że muszę wykonać 33 obroty korbą.

Jeśli będę jechała z kadencją 33 rpm, pokonam rundę w 1 minutę. To oczywiście mnie nie zadowala, gdyż są tacy co w minutę pokonują 4 rundy.

Jadąc z dwa razy szybszą kadencją pokonam rundę w 30 sekund. To nadal słabo, gdyż chcę jeździć 20 sekund na rundę.

A zatem: więc

Abym osiągnęła swój cel, muszę przejechać całą rundę z kadencją 99 rpm.

Ale jaka to będzie prędkość?

Ile to będzie 250 metrów w kilometrach?

A ile to będzie 20 sekund w godzinach?

Wychodzi więc, że 20 sekund to 1/180 godziny, a więc przy obrocie 51/14, jadąc w kadencji 99 obrotów na minutę pokonam rundę w 20 sekund i osiągnę prędkość 45 km/h.

Fajne, prawda?

Albo po prostu wprowadzić te wszystkie dane do kalkulatora https://www.bikecalc.com/fixed