Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018 – Dzień 3

Pełny relaks!

Zamiast owsianki z bakaliami, na śniadanie bułka i parówka. Zamiast kombinezonu, spódniczka. Jeszcze nie jestem świadoma jak doskonale spod niej widać moje kolarsko opalone nogi.

Fot. OZKol w Łodzi

Dzisiaj jadę na tor w roli kibica. Będę robić zdjęcia, biegać za zawodnikami i dopingować.

Nie potrafię się zdecydować czy siedzieć na trybunach, czy jednak na śródtorzu. Zaczynamy od trybun, ale ostatecznie schodzimy tam, gdzie nasi koledzy.

Oni walczą ale już czuć atmosferę jazdy drużynowej. Prezes Okręgowego Związku Kolarskiego w Łodzi, Arek Jałowski ładnie powiedział – “Drużyna scala”. Tak, to jest prawda. Nie ma drugiej takiej energii jak ta, kiedy się dobrze pojedzie wyścig drużynowy.

Dla mnie jest bardzo ekscytująco. Nie ma podziału na kategorie wiekowe, wszyscy jadą razem. Młodzi i doświadczeni, sprinterzy ze średniodystansowcami. Wszyscy uśmiechnięci.

Zawody idą sprawnie. Najpierw sprinterzy, potem 3 km. Drużyna naszego trenera wygrywa 3 km. Zaskoczenie i radość. Chyba się jednak tego nie spodziewali. Wszyscy gratulują sobie nawzajem.

Niestety, nie udało się zebrać drużyny kobiet, ale to nie szkodzi. Za rok znów spróbujemy.

Organizatorzy szykują medale
Ostatnia powtórka z przepisów
Trener Grzegorz Drejgiej w roli asystenta. Piotr Jankowski w roli asystenta asystenta

 

Leszek Sobieszek szykuje się do sprintu drużynowego
Drużyna Danielo Sportswear w sprincie drużynowym.
Paweł Czarnecki i Grzegorz Krejner szykują się do jazdy drużynowej na 3 km

 

Drużyna Żoliber Danielo Komo Bike

Drużyna ŁTC
To już jest koniec

I tak, moje trzy dni dobiegły końca. Kiedy to piszę jest tak późny niedzielny wieczór, że już jest poniedziałek. Ciężar zmagań został daleko w tyle, torby jeszcze nie rozpakowane, a w nich, gdzieś leżą moje 3 medale. Piękne medale. Nie leżą koszulki z orzełkiem ale jakoś się z tym pogodzę. Za jakiś czas będę musiała podjąć trudną decyzję. Decyzję, której unikałam, albo której nie podejmowałam przez parę lat. Jak chcę dalej zarządzić swoim kolarstwem? Teraz jest to dla mnie ogromna frajda, bez zobowiązań. Więc dlaczego mi żal tych koszulek? Te dziewczyny, które wygrały złoto w pełni na nie zasłużyły. Kolarstwo traktują poważniej niż ja. Trenują uczciwie. Ja wciąż szukam wymówek, dlaczego nie dam rady. Może najzwyczajniej mi się nie chce? Nie chciałoby mi się pójść dzisiaj pobiegać, tak jak to zrobiła Marta. Ani trenować podjazdów na Agrykoli, ani chodzić na siłownię rolować się i dbać o dietę. Ale wiem jedno. Albo powalczę o koszulkę, albo pogodzę się z tym, że jeżdżę na torze dla przyjemności i mi na koszulce w ogóle nie zależy.

Dziękuję za uwagę.

Korzystając z okazji, chciałabym podziękować paru osobom:

Adamowi Ważnemu, bez którego wsparcia nic bym nie robiła. Nie istniałabym.

Grzegorzowi Krejnerowi za przygotowanie i sprowadzenie na ziemię kiedy trzeba, sympatię, zaangażowanie i dystans do świata.

Jurkowi Brodawce za sprzęt, podtrzymywanie na duchu i też sprowadzenie na ziemię w momentach histerii, gdy nic ma się nie udać, a jednak wychodzi.

Wszystkim “moim” torowy dziewczynom, że jesteście i że walczycie. To Wy ubarwiacie moje sportowe życie.

Leszkowi Sobieszkowi za pomoc w przygotowaniach i za Twoją wiedzę, którą się hojnie dzielisz oraz każde miłe słowo.

Prezesowi Okręgowego Związku Kolarskiego w Łodzi, Arkowi Jałowskiemu, bez którego pracy nie byłoby tych zawodów, oraz wszystkim osobom zaangażowanym.

A w szczególności, całemu KKT Wiraż, wszyscy stali i okazyjni bywalcy treningów na torze. Po prostu cieszę się, że jesteście, bądźcie jak najdłużej.

Regularni i okazjonalni uczestniczy treningów na torze. Klub Kolarstwa Torowego „Wiraż”

A na koniec, nie mogę nie wspomnieć o najważniejszym mężczyźnie w moim życiu, jakim jest mój syn. Za jego nieskończoną cierpliwość do mamy, poczucie humoru i bezgraniczną miłość. (Który jak to przeczyta, to mnie zabije).

Do następnego roku!

 

Kilka zdjęć z zawodów (Te same co we wpisie z dnia 1 i 2)

Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018

Zdjęcia Okręgowego Związku Kolarskiego w Łodzi

YouTube

Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018 – Dzień 2

Dzisiaj jest jeszcze cieplej i przychodzimy jeszcze później. W planie wyścig punktowy, 500 metrów z zatrzymanego oraz eliminacyjny.

Punktowego miałam nie jechać ale tak jakoś mnie wzięło i pakuję się na start. Kolejne ściganie w grupie, tym razem trzeba nie tylko jechać ale też liczyć. 20 okrążeń, co piąte punktowane. Razem raptem 5 kilometrów ścigania. Pierwsze cztery osoby, które przekroczą metę na okrążeniu premiowanym (punktowanym) zdobywają odpowiednio 5, 3, 2 i 1 punktów.

Pierwsza premia dla mnie ale już widzę, że Marta się czai na drugą. Myślę sobie “każda, tylko nie ona”. Robię wszystko, żeby jej nie zdobyła i 5 punktów zgarnia Ania. (Przepraszam Marta). Ania Rząsowska jeździ jak koń. Jak się rozpędzi to ciężko ją dogonić. Prowadzi więc cały peleton przez kolejne 5 okrążeń i na kresce nawet Marta nie wychodzi jej z koła. Sprawa wygląda następująco. Ja mam 5 + 2 + 2 punkty. Marta ma 3 + 3 + 3, a Anka 10. Dwa lata temu było podobnie. Ja pilnowałam Kasię, a wygrała Sylwia.

W każdym razie, została nam tylko 1 premia ale za to podwójnie punktowana. Ostatecznie zdobyła ją Marta, więc miała już 19 punktów, ja jako druga miałam 15. Ania, ostatecznie była trzecia, więc 14.

Byłam w szoku, miałam srebro! Ja! Srebro w punktowym! A miałam nie jechać. To był bardzo ciężki wyścig. O ile scratch jedzie się w miarę równo, to tu, co 5 okrążeń idzie ogień. Skoki zaczynają się już jedno, albo dwa okrążenia przed premią. Wystarczy pół metra przerwy i czołówka jest nie do doścignięcia. Powiedzenie, że zawartość żołądka podchodzi do gardła nie jest tu metaforą. Kiedy wyścig się skończył kilka dziewczyn już siedziało zmęczone na trawie. Powiedziały, że nie dały rady dokończyć.

Kiedy leżałam i dochodziłam do siebie po wyścigu, jechali panowie z M60. Kątem oka widziałam jak Lechosław Michalak, legenda polskiego kolarstwa jedzie daleko z przodu. Super, myślę sobie. Po chwili patrzę znowu, a on dalej z przodu. Cały wyścig jechał sam i nie dał się dogonić.

Jestem pełna podziwu dla woli walki.

Jak powiem, że kiedy doszłam do siebie, wystartowali młodsi panowie, w tym wcześniej wspomniany Mój-Ci-Oon. Łatwo się domyślić, że nie wypoczywałam z nogami w górze. Jechać punktowy, to koszmar, ale kibicować to już zupełnie inna para kaloszy. Zrywy, ucieczki, odjazdy i odpuszczenia trzymają kibiców w napięciu od początku do końca. Uwielbiam każdą minutą, skaczę i krzyczę i głęboko wciągampowietrze kiedy w peletonie robi się ciasno. Emocje są nie do opisania.

Po wyścigu punktowym mężczyzn znów przyszła moja kolej na ściganie. Moje ulubione 500 metrów ze startu zatrzymanego. To jest taki przyjemny dystans, że można pojechać na maksa. Nie trzeba nic kalkulować, liczyć, rozkładać sił. Zaczynasz i jedziesz w trupa i wszystko trwa na tyle krótko, że nawet jak skończysz bardzo ledwo żywy, to szybko dochodzisz do siebie. Tu też liczyłam, że coś ugram. Zaczęłam pierwsza i długo utrzymywałam prowadzenie aż skończyłam czwarta.

Po nas jechali panowie, w tym kilku moich kolegów. Jako, że szybko się zregenerowałam, mogłam kibicować do woli.

Jak znów napisać o wielkich emocjach, nie używając zbyt wielu powtórzeń?

To może po kolei. Grzegorz Krejner. Od dwóch lat osoba, z którą blisko współpracuję. Nasz trener, Profesor Toru – jak go nazwał Daniel Chądzyński. Potem, Piotr Jankowski. Najwytrwalszy zawodnik treningów torowych. Piotrek nie jest najszybszym zawodnikiem, ale ma wielkie serce do walki, cierpliwość i to jego debiut. Jest tu pomimo wielu przeciwnościom losu. Jestem z niego bardzo dumna.

Grzegorz Krejner

 

Piotr Jankowski

Maciek Sikora – nasz czołowy sprinter. Z Maćkiem czuję szczególną więź bo obydwoje mamy tendencje do rzucania się na pomysły zupełnie od czapy, ale na szczęście nikt nam wcześniej nie powiedział, że pomysł jest od czapy więc się napieramy. Patrzenie jak Maciek się ściga jest zawsze pełne dramaturgii. Typowy sprinter a startuje w długodystansowych wyścigach grupowych. Prawie zawsze atakuje i prawie zawsze się spali. Za to gdy Maciek się ściga, zawsze jest ten moment maksymalnego napięcia “a może dowiezie”? I czasami mu się to udaje. I to jest piękne. A jak nie dowozi, to widać jak gaśnie i wtedy wszyscy podnosimy taką wrzawę, że nikt nie ma dopingu jak on.

Maciej Sikora

Kiedy skończyły się wyścigi indywidualne, było już trochę po południu, gorąco i wszyscy byliśmy zmęczeni. W międzyczasie wydarzyło się kilka technicznych wpadek więc były jakieś opóźnienia i ogólnie wyczuwalna irytacja.

A tu trzeba było się szykować do wyścigu eliminacyjnego. W wyścigu eliminacyjnym rusza cała grupa, a na każdym okrążeniu odpada ostatnia osoba i tak do wykruszenia się zawodników.

Nie miałam już serca do tej walki. Byłam wykończona a rywalki piekielnie mocne. Układałam sobie w głowie jakby tu szybko wyeliminować najmocniejsze dziewczyny. Słabo się ustawiłam na starcie, bo prawie na końcu. Peleton był rozciągnięty, więc do przodu daleko. Słyszę jak Łukasz Bolonek krzyczy do mnie “Dorota! Na drugą pozycję!” – Nie tak głośno! Myślę, przecież zaraz rozgryzą moją taktykę! Staram się wyjść do przodu ale nogi słabo reagują. Poza tym, druga pozycja jest zajęta. Muszę jechać górą, dłuższą drogą i wystawiona na wiatr. Ale pierwsze kółko jestem bezpieczna. Przejeżdżam obok Łukasza, a ten znowu swoje “Dorota, mówiłem ci na drugą!”. – Człowieku, myślę sobie, gdybym mogła już bym tam była. Ja nie mam siły. Ale jakoś udaje mi się i tym razem być z przodu i zostaję w grze. Potem już jest coraz ciężej. Jestem z tyłu i za każdym razem gonię. Łukasz załamuje ręce. Kosztuje mnie to zbyt wiele sił i w końcu odpuszczam. Zostaję z tyłu i odpadam jakieś 6 miejsc do końca. Nie chcę już się więcej ścigać. Mam dość.

Kiedy już jest po wszystkim, jest wspaniale.

No trudno. Zjeżdżam do boksów, proszę o wodę i zmieniam rower. Nie wiem czy się kręcić, czy położyć. Trochę mi smutno a z drugiej strony się cieszę, że mam to już za sobą. Nie wiem jak dalej potoczył się wyścig. Ktoś wystawia rękę żeby przybić mi piątkę, ktoś inny mówi, że ładnie walczyłyśmy. To znaczy, że jednak pozostałam na rowerze i się kręcę. Powoli dochodzę do siebie. Dociera do mnie, że już nic nie muszę. Idę zjeść makaron. I ciastka. I banana. Siadam, wstaję. Porozmawiałabym z kimś ale nie chcę nikomu głowy zawracać, wszyscy zajęci.

Na szczęście, za chwilę startuje ukochany, więc ładuję się na trybuny z aparatem. Już nie muszę odpoczywać, nie mam wyrzutów sumienia, że nogi nie w górze. Mogę stać i skakać dowoli. Mam tę moc! Stary walczy pięknie, niestety ostatnie kilka okrążeń zostaje z tyłu i za każdym razem goni. Ostatecznie kończy tuż poza podium. Jestem z niego dumna, ale dalej kibicuję chłopakom. Na torze zostają same maszyny do ścigania a wśród nich Paweł Czarnecki. Jak te zawody się skończą, zrobi mi nowy tatuaż.

Wieczorem, po raz pierwszy na reszcie wybieram się na tradycyjnego grilla. Poznaję nowych ludzi, którzy w kolarstwie siedzą od zawsze i nic, tylko rozmawiamy o rowerach. Jest pięknie.

 

Kilka zdjęć z zawodów (Te same co z dnia 1)

Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018

Zdjęcia Okręgowego Związku Kolarskiego w Łodzi

YouTube

Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018 – Dzień 1

Czwarte Torowe Mistrzostwa Polski Masters już za mną.

Ten wpis, to subiektywna i osobista refleksja z tych zawodów, które od kiedy powstały właściwie zawładnęły moim życiem. Tak trochę.

Kiedy cztery lata temu wystartowałam tu po raz pierwszy, byłyśmy dwie. Za mało, żeby stworzyć konkurencję w dodatku ja Masters, a druga pani Cyklosport. Cóż było robić, sędziowie przyznali nam koszulki Mistrza Polski, każda z nas w swej kategorii była pierwsza.

Jak wiele się od tamtego czasu zmieniło…

Dzień 1

 

Pobudka o 4 nad ranem, żeby wszystko zrobić na spokojnie. Pogimnastykować się i dobrze zjeść. Wyjazd godzinę później niż planowany ale i tak nieźle stoimy z czasem. Wszystko jakoś się układało ale w brzuchu tańcowało stado motyli.

Wreszcie dotarliśmy na miejsce, rejestracja, kolejka. Znajome twarze. Podoba mi się tu. Na chwilę zapominam o rywalizacji i cieszę się, że jestem. To miejsce pachnie kolarstwem. Lubię tor.

Po zapisaniu się idę pojeździć. Od roku nie jeździłam po betonie. Nie jest lekko ale przynajmniej nie wieje. Przełożenie mam 48/14. To prawie tak, jakbym jechała na najtwardszym biegu na moim MTB. Powoli się rozkręcam ale upał niewiarygodnie daje się we znaki. Po raz pierwszy jestem w prawdziwym kombinezonie torowym. Z długimi rękawami…

 

Robię kilka okrążeń i z niechęcią myślę, że nadeszła pora przepalić nogę. Rozkręcam coraz szybciej i mocniej, wjeżdżam wysoko na wiraż. Serce bije, czas zjeżdżać. Staję w korbach i ile sił gnam po torze w dół. Ćwiczę tak, aby podczas startu na 200 metrów niczego nie popsuć. Kiedy można przegrać o tysięczną sekundy najmniejszy błąd się liczy. Przechodzi mi myśl, żeby się nie rozbić ani w nikogo nie wjechać. Nie wjeżdżam i nie rozbijam się. Oddychając głęboko uspokajam się i rozjeżdżam.

Czas na odprawę. Schodzę z roweru, jeszcze tylko telefon, żeby zrobić kilka zdjęć. Nie ma go. Szukam i proszę kogoś, żeby do mnie zadzwonił. W oddali słyszę znajomy dźwięk. Jeszcze raz. Jest. Na górze. Tam gdzie trwa odprawa…

Kiedy wszystko już zostało wyjaśnione, można rozpocząć zawody. Jako pierwsza jadę 200 metrów z lotu. Nie przeszkadza mi to, jestem spokojna, wiem jak to zrobić. Czas jaki uzyskam zadecyduje co ze mną dalej. Przechodzę do sprinterskich pojedynków czy odpadam. Jedzie 8 pań, jest z kim powalczyć. Uzyskuję 2 czas. To dobry prognostyk.

Czasy kobiet na 200 metrów ze startu lotnego

Od teraz,  przez najbliższe dwa dni będę wędrować pomiędzy torem, ławką i trenażerem. Czasami pokręcę się na śródtorzu, czasami przejdę na trawę. Koleżanki spędzą ten czas podobnie. Większość z nas jedzie wszystkie konkurencje – czyli 6.

Kiedy my leżymy albo się rozgrzewamy na betonie toczą się zaciekłe boje. Chciałoby się być wszędzie. Tam kibicować i robić zdjęcia, tu odpocząć. Nie mam tyle cierpliwości, żeby leżeć z nogami w górze i zachować siły na kolejny start, który jest coraz bliżej. Monika, z którą jadę pierwszy bieg przychodzi do mnie przerażona, że akurat na mnie trafiła. Nie wiem co jej powiedzieć, w końcu to jedna z tych dziewczyn, którą sama wciągnęłam w tor ale to też nie tak, że nie chciałabym ja wygrać. Mamy tylko jeden bieg, przegrana odpada z dalszej rywalizacji. Jestem tu zdecydowanie bardziej doświadczoną zawodniczką a sprinty to moja domena. Niestety, jeżdżę przewidywalnie a ona już o tym wie. Doskonale wykorzystuje moment a mi nie starcza sił aby ją dogonić. Odpadam. Jestem zła a ona zdziwiona. No cóż, życie. Na torze trzeba nie tylko umieć mocno kręcić ale też myśleć. Po jakimś czasie mi zaczyna przechodzić a kiedy Monia wygrywa złoto naprawdę się cieszę. Druga jest Iza, która techniką pokonała Martę Gogolewską, jak sie później okazało tryumfatorkę tych wyścigów. Ja i Magda, które miałyśmy najlepsze czasy w eliminacjach nawet nie dostałyśmy się do finałów. Cóż. Taki sport.

Magda po odpadnięciu w sprintach.

Nie potrafię przypomnieć sobie kolejności konkurencji, ale tego dnia była jeszcze jazda indywidualna na 2 km oraz scratch.

Jazda na 2 kilometry do tej pory była moją najmniej lubianą. Nigdy nie byłam w tym dobra. Jedzie się przez 3 minuty czyli szybko, ale nie za szybko, samotnie więc nie ma kto nakręcać. Po ukończeniu znany mi dobrze, metaliczny smak w ustach świadczy o krwi w płucach, czyli maksymalnym wysiłku.

Wracam do boksu i nie pamiętam czy piłam, czy dalej się kręciłam na rowerze ale wiem, że potem zastanawiałam się czy aby nie mam astmy. Nigdy nie korzystałam z inhalatorów a w tym momencie bardzo chciałam takie coś mieć. Nie mogłam złapać oddechu, dusiłam się, w końcu poszłam się położyć na trawie w jedynym zacienionym miejscu. Ale pojechałam życiówkę.  Zajęłam trzecie miejsce. Konkurentki były poza zasięgiem. Złoto poszło do Magdy, która dołożyła mi 9 sekund. Taka różnica, to przepaść.

Podium wyścigu na 2 km. Zawsze jest wesoło.

Jako, że odpadłam w sprintach tego dnia został mi jeszcze tylko scratch. Najprostszy wyścig torowy. Kto pierwszy ten wygrywa. Dwa lata temu jechałyśmy we 4 i wygrałam ja. W tym roku było nas 11 w tym Marta, wicemistrzyni świata na szosie. Wyścig, to było coś niesamowitego. Najlepszy scratch w moim życiu. Grupa dziewczyn jedzie po stromej, betonowej nawierzchni na rowerach bez hamulców i każda chce być sprytniejsza, szybsza, lepsza.

Przez moment przechodzi mi myśl, jakie to jest fajne. Czuję się jak w bajce, być tu, w tym “tłumie” to jest coś nieprawodobnego. W moich najśmielszych snach nie śniłam, że będę jeździć takie wyścigi.

Ale bajka szybko się skończyła. To jest mój najgorzej przemyślany wyścig i tak już od lat.

3 lata temu wyrwałam do przodu i zamiast jechać dołem, gdzie tor jest najkrótszy, to ja wjeżdżałam na wiraże w myśl, że zjeżdżając się rozpędzę i będzie lepiej. Komentatorzy wówczas mówili o mnie, że brakuje mi na torze gór. 2 lata temu wyszłam przedwcześnie na prowadzenie, miałam pół toru przewagi. 200 metrów! Nie utrzymałam. Skończyłam czwarta na 4.

W tym roku uznałam, że 2 do końca znaczy 1 do końca, wyrwałam i gdy dojeżdżałam do mety zobaczyłam na liczniku okrążeń wielką jedynkę i usłyszałam dzwonek oznajmiający wjazd na ostatnią rundę. Głowa mnie zgubiła. Pomyślałam, że nie dojadę i się zawahałam. Straciłam wtedy dużo czasu, dziewczyny mnie doszły. Ruszyłam za nimi ale i tak wystarczyło “tylko” na 3 miejsce. Walka była tak zaciekła, że na końcu udeżyłam pedałem w rower koleżanki. Na szczęście wszystkie wyszłyśmy z tego bez szwanku.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bolały mnie uda.

Scratch zakończył moje zmagania z pierwszego dnia. ale prawdziwe emocje miały dopiero nadejść. Za chwilę scratch mężczyzn a w nim Mój-Ci-On.

Poszłam kibicować na trybuny i jak mi po wyścigu koleżanki powiedziały, mogłabym robić za spikera. Nie musiały oglądać, żeby wiedzieć gdzie akurat jedzie mój Adam. Czy ja nagrałam ten wyścig? Nie pamiętam. Może. Wiem, że Adamowi szło dobrze i dobrze go było widać, bo nasze niebieskie kombinezony wyróżniają się w tłumie. Potem poszła ucieczka a Adam został w grupie. Za dużo ciągnął i krzyczałam do niego, żeby się schował. Ale on potem znów poszedł w pogoń tym razem sam. To no krzyczałam, żeby jechał szybciej to ich dojdzie. Ale nie doszedł, więc znów mu krzyczałam żeby zwolnił, bo doganiał go inny zawodnik, to by pojechali razem. Kiedy wybił dzwonek ostatniego okrążenie i całe to stado ruszyło zobaczyłam tylko jak jakiś koleś wbija swoje łokcie gdzieś obok mojego Smerfa. Na szczęście obyło się bez kraksy ale w oka mgnieniu znalazł się trochę za daleko z tyłu. Zawsze w takich momentach łapie mnie ogromny żal dla zawodników, którzy dzielnie walczą ale ostatecznie kończą blisko końca.

Scratch ten kończy dzisiejszy dzień. Jestem zmęczona ale tym razem lepiej przygotowana. Wynajęłam mieszkanie w Łodzi na ten weekend i po 10 minutach jesteśmy już w domu. Tylko jeść i spać.

 

Kilka zdjęć z zawodów

Torowe Mistrzostwa Polski Masters 2018

Zdjęcia Okręgowego Związku Kolarskiego w Łodzi

YouTube

Taki tam filmik

Ostatnio miałam trochę czasu i pobawiłam się w montaż filmu.

Bardzo ciekawe doświadczenie, chociaż wymaga więcej cierpliwości niż jazda na torze, ale trochę się wkręciłam. Jak czas pozwoli, na pewno coś jeszcze kiedyś zmontuję.

Miłego oglądania!

Dzień Kobiet na Torze

Z okazji Dnia Kobiet w Dzień Mężczyzn 25 pań wybrało się na tor do Pruszkowa.

To było dopiero kolarskie święto!

Większość była tam pierwszy raz, część wróciła po latach a pozostałe po raz pierwszy miały okazję jeździć z samymi dziewczynami.

fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”

Oczywiście, jak to kobiety, przyniosły ciasto i zanim się zaczęło były sweet focie i mnóstwo rozmów. Dziewczyny były zestresowane, szczęśliwe, sporo z nich niespodziewanie spotkało dawne znajome. Najwięcej było uśmiechów.

fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”

Ja sama też byłam mocno zestresowana „czy się spodoba, czy się nie poprzewracają, czy w ogóle dadzą radę wjechać na strome?”

Cóż. Jakże moje obawy okazały się bezpodstawne. Nie tylko dziewczyny wjechały na strome i to już całkiem wcześnie, zdecydowana większość z nich jeździła ponad niebieską linią! Część po raz pierwszy jechała pod bandą i oddawały zmiany.

Jedna (o stażu zerowym) zapytała od razu o zawody!

fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”

Był jeden upadek, który zakończył się… szybkim powrotem na deski.

Dla mnie to było niesamowite przeżycie i ogromnie się cieszę, że dziewczyny wyszły z tego uśmiechnięte z chęcią powrotu, z pytaniami kiedy możemy zorganizować następny trening.

Trenerka, Mistrzyni Paraolimpijska w tandemach, Aleksandra Tecław jak sama wspomniała praca z dziewczynami była ogromną przyjemnością.

fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”

Korzystając z okazji chciałabym podziękować panu Jerzemu Brodawce, który wsparł naszą inicjatywę wyposażając nas wszystkie w rowery. Bez niego to by się po prostu nie udało. Naszej Trenerce, która nie tylko sporządziła ciekawy trening ale też pokazała, że kobiety potrafią oraz Grzegorzowi Krejnerowi, jak go nazywają “Profesorowi toru”, który tego dnia wcielił się w rolę asystenta trenera i jeszcze na koniec zrobił nam przesympatyczną niespodziankę.

I, last but not least, serdeczne podziękowania na mojej przyjaciółki, Sylwii Moczulskiej, która uwieczniła ten wyjątkowy dla nas dzień.

Chciałabym również podziękować Kawie dla Kolarzy, która zrobiła nam piękną niespodziankę wjeżdżając swoim mobilnym barem na płytę toru. Jeśli potraficie sobie wyobrazić, że jedziecie pod bandą a w powietrzu unosi się zapach kawy, to właśnie tak dzisiaj miałyśmy.

fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”
fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”
fot. Sylwia Moczulska „Widzimisię”

Więcej zdjęć na Facebooku

Mistrzostwa Świata w Kolarstwie Torowym 2018 – plan

To ten czas w roku, gdy nie odrywam się od telewizora. Mistrzostwa Świata w kolarstwie torowym. Tym razem w holenderskim Apeldoorn. O wiele bardziej sprzyjające warunki dla polskich torowców.

Welodrom w Apeldoorn fot http://www.cyclingweekly.com

niż ubiegłoroczny Hong Kong, chociaż są tacy, co dobrze wspominają tamte zawody.

Dla tych, co nie wybiorą się do krainy tulipanów i rowerów kibicować na żywo, spieszę poinformować o planowanych relacjach na żywo w Eurosporcie.

Dzień 1, Środa, 28 luty,  g: 18:25 i 20:05

Sprint drużynowy
fot www.pap.pl

Julita Jagodzińska, Urszula Łoś, Marlena Karwacka

Kamil Kuczyński , Mateusz Lipa , Krzysztof Maksel, Patryk Rajkowski, Mateusz Rudyk, Rafał Sarnecki

Scratch kobiet

Justyna Kaczkowska

Wyścig drużynowy na dochodzenie mężczyzn

Alan Banaszek, Dawid Czubak, Szymon Krawczyk, Bartosz Rudyk, Szymon Sajnok, Daniel Staniszewski

Dzień 2 Czwartek 1 marca, g: 18:30

Sprint kobiet

Julita Jagodzińska (jeśli przejdzie eliminacje)

Wyścig drużynowy na dochodzenie kobiet

Justyna Kaczkowska, Katarzyna Pawłowska, Łucja Pietrzak, Daria Pikulik, Wiktoria Pikulik, Nikol Płosaj

fot. http://mrozjedynkakornik.pl

Polki wystąpią o ile przejdą eliminacje z pierwszego dnia.

Wyścig drużynowy na dochodzenie mężczyzn, finały
Scratch mężczyzn

Tytułu będzie bronił Adrian Tekliński

Adrian Tekliński, fot. przegladsportowy.pl
Keirin mężczyzn

Patryk Rajkowski – który poszalał na PŚ w Pruszkowie

Piątek 2 marca g: 18:25 i 20:05

Będziemy już po kwalifikacjach sprintu i wyścigu indywidualnego na dochodzenie mężczyzn.

Wyścig punktowy mężczyzn

Wojciech Pszczolarski

Wojciech Pszczolarski, MŚ 2017, fot https://eurosport.interia.pl

Wojtek w Hong Kongu zdobył brązowy medal. Trzymamy kciuki za ten występ, bo po wszystkich sześciodniówkach jest w znakomitej formie.

Omnium kobiet

Daria Pikulik

Wyścig Indywidualny na dochodzenie mężczyzn

Dawid Czubak, Bartosz Rudyk

Sobota 3 marca g: 18:25 i 20:15

Czasówka kobiet 500 m.
Sprint męski

Mateusz Rudyk, Damian Zieliński

Na ten występ czekam bardzo. Wschodząca gwiazda i weteram polskiego sprintu. Będzie się działo.

Omnium mężczyzn

Szymon Sajnok – showman toru. Napewno będzie bardzo interesująco.

Madison kobiet

Daria Pikulik, Nikol Płosaj

Indywidualny wyścig na dochodzenie kobiet

Nikola Różyńska

Niedziela 4 marca g: 13:25

Czasówka mężczyzn 1km

Mateusz Lipa

Wyścig punktowy kobiet

Katarzyna Pawłowska – wielki come back po licznych kontuzjach królowej polskiego toru, najbardziej utytułowanej zawodniczce.

Katarzyna Pawłowska, fot: http://www.sport.pl
Madison Mężczyzn

Wojciech Pszczolarski, Daniel Staniszewski

Kolarski program TV https://www.teleman.pl/sport/kolarstwo

Szczegółowy program zawodów https://www.wkbaanapeldoorn.nl/en/programme/

[Kobiety Toru] Katarzyna Pawłowska

Nie można mówić o polskim kolarstwie torowym kobiet nie wspominając najbardziej utytułowanej zawodniczki, jaką jest Katarzyna Pawłowska.

Katarzyna Pawłowska, Mistrzostwa Świata 2013, Mińsk, Scratch. fot. zimbio.com

Trzy Mistrzostwa Świata, jedno wicemistrzostwo, Mistrzostwo Europy, trzy srebra i jeden brąz.

Do tego naliczyłam 11 Mistrzostw Polski na samym torze.

Koleżanki o niej mówią, że jest filarem drużyny na dochodzenie, razem z Nikol Płosaj, Darią Pikulik i Justyną Kaczkowską są aktualnymi posiadaczkami rekordu Polski w tej konkurencji.

Jest też pierwszym i jedynym polskim torowcem z trzema tytułami Mistrza Świata.

A wygrywa je w pięknym stylu:

https://www.youtube.com/watch?v=sGnU3j7odrU

https://www.youtube.com/watch?v=28XQKexHFTI

A tak pisałam o Kasi, kiedy jeszcze nie wiedziałam co to jest kolarstwo torowe:

http://team29er.pl/artykuly/2185-o-wielkim-sukcesie-w-polskim-kolarstwie-sow-kilka

[Kobiety toru] Małgorzata Wojtyra

Kolejną „torówką”, którą chciałabym przedstawić jest Małgorzata Wojtyra.

fot. https://eurissimo.wordpress.com/2016/03/

Małgosia jest pierwszą Polką, która wystartowała na Igrzyskach Olimpijskich w kolarstwie torowym. Zajęła wówczas jedenaste miejsce w Omnium i 14 na 500 m. ze startu zatrzymanego. Czas, który wykręciła — 36.790 —  dałby jej Mistrzostwo Polski.

W Polsce i na świecie startowała dosłownie we wszystkim. Sprintach, średnich dystansach i wyścigach grupowych.

Jej największym osiągnięciem jest wicemistrzostwo świata na 3000 metrów na dochodzenie, które zdobyła 2016 roku w Manchesterze. Chyba, że wygrana w Scratchu w Pucharze Świata w 2013, albo Młodzieżowe Mistrzostwo Europy w Omnium z 2011, a może start w Mistrzostwach Europy i ME Juniorów w tym samym roku? Ciężko się zdecydować, naprawdę.

Gosia jeździła też w drużynie na 4000 m. zdobywając dwa razy z rzędu srebrny medal w 2012 i 2013 roku na Mistrzostwach Europy (z Katarzyną Pawłowską, Eugenią Bujak i Edytą Jasińską).

Od 2005 do 2015 roku, 21 razy stała na najwyższym stopniu podium podczas Mistrzostw Polski, najczęściej w Keirinie ale na światowych imprezach była zawodniczką średnio i długodystansową.

fot: https://www.alwaysriding.co.uk/features/gosia-storm-from-the-east/

W 2016 roku wygrała sześciodniówkę w Londynie po czym została przez anglików okrzyknięta “Six Day Queen”.

Małgorzata Wojtyra w 2016 wywalczyła kwalifikację do Olimpiady w Rio ale po tym jak nie została wybrana do startu w Omnium, postanowiła zakończyć swoją karierę.

Jest wychowanką wcześniej wspomnianej Agnieszki Godras.

Fot: http://radiostar.net/malgorzata-wojtyra-na-mistrzostwach-swiata-w-londynie/

 

[Technika] Dawanie zmian na torze

Jeśli już opanowaliście jako tako jazdę prosto i jazdę na kole (poprzednie wpisy  [Technika] Jazda prosto to porze i [Technika] Jazda na kole po torze), następną ważną umiejętnością jest dawanie zmian.

Oddanie zmiany znaczy, że do tej pory jechałeś na przedzie grupy i teraz chcesz się przesunąć w tył i jechać za kimś — czyli zmienić — żeby odpocząć.

Proste. O ile pamięta się o kilku zasadach.

Zmiany na torze oddajemy odbijając zawsze na prawo – czyli do góry.

Poprawny tor jazdy
Poprawny tor jazdy

Rower to ostre koło, więc schodząc ze zmiany musisz dalej pedałować.

Im wyżej toru, tym dłuższy obwód, a więc dalsza droga do pokonania. Nawet jeśli nie zwolnisz, jadący niżej z tą samą prędkością kolarz w końcu cię wyprzedzi.

Długości toru jazdy
Długości toru jazdy

Do każdej z powyższych zasad jest też sporo uwag i dobrych rad.

Zanim odbijesz do góry, zawsze upewnij się, że tam nikogo nie ma. Nikt nie ma hamulców więc jeśli komuś wyjedziesz, będzie mógł co najwyżej cię przejechać kładąc przy tym większość ludzi jadących za sobą.

Jeśli się zapomnisz i po zjechaniu przestaniesz pedałować, rower bardzo szybko ci o tym przypomni dosłownie podrzucając cię do góry. To co na szosie nazywa się “puszczeniem korby” na torze jest co najwyżej “odpuszczeniem”. Możesz przestać napędzać, ale nie możesz przestać kręcić.

Rzeczywiście, im dalej od środka, tym tor jest dłuższy, więc możesz jechać z tą samą prędkością i w końcu będziesz ostatni, ale czasami to trwa i trwa. Zwłaszcza jeśli zebrała się już spora grupa, co się bardzo często zdarza. Jeśli natomiast zwolnisz i “zaśpisz”, może się okazać, że różnica prędkości pomiędzy tobą a grupą jest tak duża, że zostaniesz daleko w tyle i będziesz musiał gonić. Ale to już trzeba sobie wyjeździć, żeby wiedzieć kiedy będzie w sam raz.

Jest też kilka rzeczy, na które trzeba uważać, albo raczej “najczęściej popełniane błędy”.

Pierwszy, to jest tak zwany “zamach”. Jadący z przodu bierze zamach i szerokim gestem niczym ciężarówka na zakręcie najpierw odbija w lewo, żeby potem pojechać w prawo.

Tor jazdy z zamachem

Kolejnym często spotykanym błędem jest oddawanie zmiany zbyt ostro. Rower, w każdej chwili powinien właściwie nie zmieniać swojego ułożenia. Łagodnie odbija do góry, i łagodnie opada. Jeśli natomiast zbyt gwałtownie skręcisz kierownicą powstanie zbyt duża różnica poziomów pomiędzy przednim a tylnym kołem, co może spowodować uślizg i poleciesz.

Poprawna pozycja roweru
Zbyt ostro skręcony rower

I chyba najtrudniejsze co może być to utrzymanie stałego tempa. Bardzo często wśród początkujących kolarzy torowych osoba, która wychodzi na zmianę nieświadomie zwalnia albo przyspiesza. Taka zmiana prędkości jest bardzo odczuwalna dla jadących z tyłu i zaczyna się szarpanie. W tym przypadku nie zawsze można ufać urządzeniom pomiarowym. Nie wiem czemu, bo z takim nie jeżdżę, ale jeśli ktoś ci powie, że zwolniłeś na zmianie, zastanów się nad tym dwa razy zanim powiesz “a mój garmin mówi, że nie”.

Ja liczę sobie kadencję w głowie i staram się ją utrzymać. Pewnie porządny pomiar byłby lepszy, ale póki co, jest jak jest.

Raz, dwa, trzy, cztery, raz, dwa, trzy, cztery…

Łatwiej oddaje się zmiany jadąc szybciej niż wolniej i nie można jechać zbyt wolno gdy jedziesz wysoko.

A jeśli jesteś początkującym torowcem, trenuj oddawanie zmian na wyjściu z wirażu, tam, gdzie za chwilę będzie bardziej płasko a nie bardziej stromo. Zawsze bezpieczniej. Tam też dawaj zmiany przy niewielkiej prędkości.

Poprawne oddanie zmian jest kluczowe, nieumiejętne może położyć cały peleton.

Niech was to nie wystraszy. Jazda po zmianach daje niesamowitą frajdę. Daje poczucie wspólnej jazdy, dbałości o szczegóły i danie z siebie jeszcze trochę więcej. Jazda w drużynie opiera się na perfekcyjnej jazdy po zmianach i jest jedną z najprzyjemniejszych konkurencji na torze.

[Kobiety toru] Agnieszka Godras

W latach 1987 – 1997 na polskiej scenie torowej królowała Agnieszka Godras. W tym czasie tylko w kolarstwie torowym stawała na podiach Mistrzost Polski 19 razy, w tym 16 na pierwszym miejscu i 3 na drugim.
A startowała jeszcze na szosie i na MTB.

Jej rekord, 34.36′ na 500 m. ze startu zatrzymanego jaki uzyskała w Szczecinie w 1990 roku do tej pory nie został pobity w Polsce (przynajmniej nie znalazłam takich informacji) a nawet dzisiaj na światowych imprezach łapie się w top 10.

Obecnie pani Agnieszka jest dyrektorem klubu Bo Go Szczecin.